piątek, 31 październik 2008

MICKEY MOUSE IN DA SAIGON

Miodzio! Oto jaka mysza ukazała się moim oczom w drodze do pracy! Dien Bien Phu, District 1 (dla wyjaśnienia to jest legalny kask owleczony pluszowa czapa a'la mycha!)

IMG_2408

IMG_2411

IMG_2412

POZWOLENIE NA PRACE - CZĘŚĆ IV

Jak każda opowieść, tak i ta kończy się HAPPY ENDem. Pozwolenie na pracę dostałem ostatecznie w sierpniu 2008 roku. Zgodnie z oczekiwaniami (moimi oczywiście) musiałem podpisać kontrakt na 3 lata - z możliwością rozwiązania go w dowolnym momencie.

Tym sposobem jestem znów legalnym pracownikiem w Wietnamie - a to nie takie łatwe i oczywiste. Zazdrosne oczy tysięcy nauczycieli angielskiego (pracujących tu zazwyczaj na czarno) spogląda na mnie.

niedziela, 24 sierpień 2008

SZLAKIEM HO CHI MINH'a 8

Photograph 6

...teraz przynajmniej jest zmiana, trudno powiedzieć że na lepsze; ale jak to zmiana - na inne. Droga z Khe Sanh na południe jest fantastyczna - prosta, szeroka, ładnie wyprofilowana. Co więcej, zaraz za miastem jest Most Świętokrzyski - hahaha w Polsce to był projekt prawie narodowy. Budowa mostu, feta zwiazana z jego otwarciem, dosłownie wydarzenie narodowe. Nie bez pardonu zbudowano most w stolicy - Warszawie. Na Wiśle - rzece matce....

....w Wietnamie zdecydowano się zbudować taki most na rzece Thach Han w prowincji Quang Tri. Właśnie wpadło mi do głowy, że może warto aby Warszawa i Khe Sanh zostały miastami partnerskimi. ?.

IMG_2466

MOST "ŚWIĘTOKRZYSKI" w Ka Lu k/ Khe Sanh

Droga śmiga wesoło pomiędzy obrośniętymi dżunglą i krzakami zboczami gór. Fantastycznie prosta droga, praktycznie bez kamieni i czerwono - brązowego pyłu. Ruchu na drodze jest niespecjalny - co kilka minut mijam pędzące motory i ciężarówki załadowane po brzegi towarami. Słońce praży niemiłosiernie. Wkońcu również nie czuję się sam na pustkowiu. Wzdłuż drogi pojawiają się wsie. Najpierw daleko na horyzoncie, potem coraz bliżej, wzdłuż strumyka widać kolejne domy. Część domów skupionych we wioskach, a potem gdy droga zawija się od strumyka i wpada pomiędzy gorskie zbocza wsie znikają. Co jakiś czas pojawiają się tylko pojedyncze domy. Co ciekawe, na wielu domach o eternitowych dachach, suszą się opony. Przed domkami często stoją puste kanistry, można zatankować paliw o. Po drodze nie ma żadnej stacji benzynowej, a na własnym przykładzie wiem, że paliwo może się skończyć - bo skąd można było się spodziewać, że przez ponad 100km nie będzie żadnej stacji benzynowej.

Zastanawiam się ile wody jest w paliwie? Ale cena jest nie najgorsza. Tylko 100% drożej niż na stacji.

IMG_2468

IMG_2469

IMG_2470

IMG_2471

CHROŃMY LASY - CHYBA DZIAŁA BO TABLICA ZARASTA.

IMG_2473

PO CO ONI SUSZĄ TE OPONY ?

IMG_2474

GÓRSKIE POTOKI O KRYSTLICZNEJ WODZIE WPADAJĄ DO KAKAOWEJ RZEKI

IMG_2475

SLOGANY PROPAGANDOWE ZJADANE PRZEZ DŻUNGLĘ

IMG_2478

IMG_2479

ELO! JEST W KOŃCU JAKAŚ LAWINA

IMG_2480

IMG_2482

IMG_2484

IMG_2486

IMG_2487

DOMY SĄ TU NIENAJGORSZE

IMG_2488

Wzdłuż drogi pojawia się coraz więcej domów. Małe wsie zaczynając mieć znajomy układ - wszystkie domy są wzdłuż drogi. W kilku wsiach oprócz domów jest też sporo murowanych domów. Wszystko jest małe. Mały szpital, posterunek policji, dworzec autobusowy, Przy drodze jest coraz więcej sklepików, drewnianych kramów z owocami, małych grillów z których dochodzi miły zapach wędzonego mięsa. Dalej stoją kanistry z ręcznymi maszynkami i pistoletami do pompowania paliwa, aluminiowe lady ze szklanym kontuarem, na których wystawione są talerze i miseczki z kolorowymi potrawami. Wszystko pokryte wartwą piasku z drogi... i zupełnie nikt tego nie kupuje. Wiara w klienta jest w tym kraju niesamowita. Tym razem nie ma mowy na takie żarty, jak jedzenie przy drodze. Po tym jak rok wcześniej w Kambodży miałem chętkę na wygłupy - to udało mi się wyleczyć robaki dopiero po dobrych sześciu miesiącach. Dojeżdżam do południowego Wietnamu - bo przy drodze zaczynają się pojawiać kawiarnie. Wszystko w wersji mocno prowincjonalnej. Pojawia się też znajoma nazwa - Trung Nguyen Coffee. To taki lokalny wariant Starbucksa. Co prawda na wiosce w górach prowincji Quang Tri wystrój lokalu odbiega od wystroju w miastach.

Plastikowe krzesełka, plastikowe niskie stoliki z dziurawymi i poplamionymi ceratami. Zamiast klimatyzacji wiatrak. Kelnerki leniwie opierają się na drewnianych barierkach i krzycząc żartują z klientami siedzącymi przy stolikach. Przy moim stoliku pojawia się gorąca, gęsta kawa. Wspaniały łyk gorącego płynu przelatuje przez aluminiowy filter wprost do szklanki wypełnionej gęstym, przeraziście słodkim skondensowanym mlekiem. Jest sakramencko gorąco, a gęsta czekoladowa kawa jest jak balsam. Hmmm. pycha.

IMG_2489

TRUNG NGUYEN NA WSI ...

IMG_2492

HONDA FUTURE... THERE IS NOTHING BETTER

IMG_2491

DZIECI NA POCZĄTKU NIEŚMIAŁO ....

IMG_2490

... A POTEM CORAZ ŚMIELEJ ZACZĘŁY MNIE ZACZEPIAĆ

IMG_2494

LOKALNY POLICJANT ZAGADUJE ....

IMG_2495

.... POTEM POJAWIA SIĘ KIEROWCA AUTOBUSU

Niestety nasza gadka jest drętwa, ten dialekt wietnamskiego jest nie do zrozumienia. Było miło, ale mocno abstrakcyjnie.

****

IMG_2481

IMG_2483

IMG_2499

IMG_2500

IMG_2501

IMG_2503

IMG_2504

IMG_2505

IMG_2506

IMG_2508

IMG_2510

IMG_2511

STREFA PRZYGRANICZNA

IMG_2512

IMG_2513

IMG_2519

****

Dojeżdżam do A Luoi, w prowincji Thua Tien Hue. A Luoi to okolice Hamburger Hill, jednej z najwięszych bitw w Wietnamie pomiędzy Korpusem Amerykańskim, a Wietnamską Armią Ludową. Była tu prawdziwa jatka, górska równina otoczona górami. Fantastyczne miejsce do bitwy. Musiała tu byc niezła jatka - bo miasto wygląda jakby zostało dopiero co zbudowane. Wszystkoe jest nowe, przez miasto przebiega czteropasmowa droga wzdłuż której pobudowano koszmarne betonowe budynki. Socrealistyczny kicz z lat 50-tych czy 60-tych, ozdobiony elementami architektury wietnamskiej i elementami etnicznymi. Cały haczyk polega na tym, że miast zostało odbudowane, albo może lepiej powiedzieć zbudowane od nowa w latach 80-tyc. Koszmar architekta!!!

Dodatkową atrakcją są porozwieszane wszędzie flagi z wietnamską gwiazdą. Wielkie łopoczące flagi z sierpem i młotem. Bojowe napisy zachęcające na zmianę do wiary w partię, wuja Ho, poprawę poziomu higieny, ochrony przyrody i walki o pokój i socjalizm.

IMG_2521

IMG_2522

IMG_2523

IMG_2535

Dużym plusem dojechania do A. Luoi jest pojawienie się stacji benzynowej. Można zatankować będąc pewnym, że paliwa będzie dobrej jakości....

...na stacji nie ma nikogo. Słońce w asfaltowo - betonowym centrum miasta praży niemiłosiernie. Z domku na stacji benzynowej wyłania się pracownik w czapce i masce na twarzy chroniącej przed słońcem. Tankuje motor, a za moimi plecami pada hasło "Tay, tay" (białas, białas) i na stacji pojawia się chmara dzieciaków wymyślających głupoty i szarpiących mnie niemiłosiernie. Robię zdjęcia - ale nie do końca wiem kto jest dla kogo większą atrakcją.

IMG_2527

IMG_2524

IMG_2525

IMG_2526

****

IMG_2529 ,

JADŁODAJNIA: RYŻ, MAKARONY, PIWO, WÓDKA

IMG_2531

XEOMOWCY CZEKAJĄ NA PRZYJAZD AUTOBUSU

IMG_2532

WIDOK Z JADŁODAJNI

IMG_2533

KLIENCI ...

****

Ten etap podróży kończy się w A Luoi. Muszę wracać do pracy (sic!), brak czasu nie pozwala mi na dalszą drogę. Postanawiam zjechać do Hue, motor wysłać pociągiem, a siebie samolotem.

IMG_2536

IMG_2537

IMG_2538

IMG_2540

HUE 51 KM

IMG_2539

IMG_2542

IMG_2543

PRZYDROŻNA KAPLICZKA

IMG_2545

TYSIĄC KILOMETRÓW OD HANOI!

Jak mówi Franz Maurer: "My tu jeszcze k.... wrócimy".

piątek, 22 sierpień 2008

SZLAKIEM HO CHI MINH'a 7


4. z minutami. Jeszcze dobrze przed brzaskiem, a moi współspacze już zaczęli wstawać. Nie miałem wielkiego wyboru i też musiałem się zebrać. Wygramoliłem się z barchanów. Brrr jest chyba z 15 stopni, co przy wietnamskiej wilgotności oznacza przeszywające zimno. Na pocieszenie, jeden z moich nowych kolegów zaproponował filiżankę ciepłej herbaty na śniadanie. Wspaniała zielona, gęsta i ogromnie mocna zielona herbata wypita wprost z małej szklaneczki - dzień zaczyna się wyśmienicie. Z chęcią skorzystałem ze świeżo przyniesionej wody do mycia, wprost z górskiego strumienia.

IMG_2382

Oglądamy motor i nie mniej uważnie siebie na wzajem. Wczorajsze spotkanie było naprawdę zaskakujące. Chyba nawet nieco bardziej dla moich gospodarzy niż dla mnie. Ku ich zaskoczeniu i nieukrywanej radości wielki białas okazał się przyjazny i zabawny - a do tego mówił co nieco po ludzku (czytaj: po wietnamsku). Oględziny motoru wypadają pozytywnie, poza powierzchownymi uszkodzeniami cała maszyneria ma się nie najgorzej i mogę ruszać w drogę. Z pewnością trzeba będzie jednak skorzystać z serwisu w Khe Sanh i zrobić przegląd. Na koniec wymieniamy adresy i robimy pamiątkowe zdjęcia przy "sprzęcie" chłopaków.



Teraz już rozumiecie, że mogli być w szoku widząc mnie po raz pierwszy.

***

Ruszam w dalszą drogę. Jest kiepsko. Droga pokryta jest błotem, kamieniami i zwalonymi drzewami. Na przejazd nocą nie było żadnych szans. Mijam kolejne zwałowiska ziemi, ale żadnych maszyn ani ludzi. W pewnym momencie droga znika w wielkiej błotnej lawinie. Cały fragment drogi miękko wpada w wysoką na kilka metrów górę piachu. Wygląda na to, że musiała zejść tej nocy bo błoto jest bardzo luźnej konsystencji, a intensywny brązowy kolor pokrywa zarośla po prawej stronie drogi, aż do strumienia. Gdybym jechał tędy w nocy .... na samą myśl przechodzą mnie ciarki.

Hmm. zastanwiam się co robić? O przejechaniu lub przejściu lawiny w poprzek nie ma nawet mowy. Trzeba coś szybko wymyśleć, postanawiam iść na całość i zjeżdżam po zboczu wprost do stumienia. Zbocze nie jest duże, dwa może trzy metry poniżej poziomu drogi. Wciskam jedynkę i zaczynami jechać wzdłuż - wychodzi nawet nienajgorzej, bo strumień płynie wartko, ale nie jest bardzo głęboki, a liczne piaszczyste pryzmy pozwalają na jazdę. Silnik buczy i rzęzi,ale jedzie.

Lawina omienięta, przez chaszcze wracam na drogę. Teraz wydaje mi się, że nie jest nawet taka zła. W porównaniu ze strumieniem można przynajmniej jechać z jakąś prędkością. Dojeżdżam do wsi, drewniane domki na niewielkich palach - po drodze krząta się kilka osób i cała chmara dzieciaków. Zwalniam, z za zakrętu wyłania się kolejna lawina blotna. Sic! Tym razem przynajmniej jest ekipa rozgarniająca błocko. Parkuję motor tuż przed lawiną i siadam na konarze drzewa razem z moejscowymi i robotnikami.

IMG_2385

IMG_2387

Dochodzi szósta i zacz yna się akcja udrożniania przejazdu. Dowiaduję się, że lawina zeszła dwie godziny wcześniej i dopiero teraz ekipa dojechała z ciężkim sprzętem. Mam czas aby porobić troszkę zdjęć ludziom i pracującej ekipie

IMG_2389

IMG_2390

IMG_2391

IMG_2392

NIEZŁA GÓRA BŁOTA

IMG_2393

NO TO JAZDA .... Z TYM "KOKSEM"

IMG_2394

IMG_2395

IMG_2397

Praca posuwa się z gazem. Widać, że dla tej ekipy to nie pierwszyzna.

IMG_2396IMG_2401 IMG_2398

OK, po 30. minutach da się przejechać. Postanawiam spróbować czy dam radę. Po obu stronach czekają motory i samochód zwożący drzewo. Wjeżdżam z gazem - jest jak na lodowisku. Motor mimo manewrów ślizga się niemiłosiernie. Sterowność jest żadna. Po chwili wywracam się i ląduję w błocie. Czkeający po obu stronach ludzie pomagają mi podnieść motor - okazuje się, że plastikowe klapki mają dużo lepszą przyczepność niż buty ecco ;) Wskakuję na motor i przejeżdżam na druga stronę.

IMG_2400

IMG_2399

Macham wesoło na pożegnanie i ruszam w dalszą drogę. Jest nie najgorzej, ostre poranne słońce szybko ścina błotnistą maź zamieniając ją w suche grudki gliny. Droga ostro kręci i pnie się do góry. Wyżej i wyżej, aż w pewnym momencie droga ostro wcina się w górę, a na horyzoncie pojawia się wspaniały widok pasm górskich w Laosie. Do granicy jest zaledwie kilka kilometrów.

IMG_2402

IMG_2404

IMG_2405

IMG_2406

IMG_2408

IMG_2412

IMG_2413

IMG_2414

Wspaniałe widoki nie mają końca - trochę kiepsko z drogą - pojawia się coraz więcej żwiru i kamieni.

IMG_2415

IMG_2416

IMG_2418

i nagle ZONK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kolejna lawina. Droga znika, a dookoła góra błota. Tym razem przy lawinie siedzi ekipa kilkunastu robotników i stoi kilka motorów. Trwa ożywiona dyskusja - ale nie ma żadnych maszyn, ani żadnej akcji. Ludzie dyskutują. Po chwili narady ludzie zaczynają przepychać po błocie pojedyncze motory. Przyglądam się technice - bo kolejną osobą będę ja.

IMG_2420

IMG_2422

Jadę popychany przez robotników. Idzie nie najgorzej. Motor powoli przebija się przez brązową maź. Przejżdżam koło uwięzionej ciężarówki - chyba kierowca przecenił swoje możliwości....

IMG_2423

IMG_2424

IMG_2425


...kolejny raz się udało.

Droga robi się wspaniała. Biegnie szczytem pasma górskiego. Zniknęły kamienie i maź pokrywająca drogę. Słońce grzeje bardzo ostro, ale przyjemny, delikatny wiatr sprawia, że jazda staje się przyjemna. Wkładam słuchawki do uszu, włączam muzykę i w drogę. Podziwiając krajobrazy mam znowu całą masę czasu by przemyśleć życie od nowa...

IMG_2426

IMG_2427

IMG_2428

IMG_2431

IMG_2434

PRZYDROŻNA KAPLICZKA

IMG_2435

IMG_2436

IMG_2437

Pojawiają się zabudowania i ludzie. Dojeżdżam do Khe Sanh. Prowincja wietnamska pełna jest niesamowitych widoków. Tak różnych od tych do których przywykłem mieszkając w Hanoi.

IMG_2439

IMG_2440

ŁADOWANIE STAREGO IFA

IMG_2441

DOMY...

IMG_2442

DOMY ....

IMG_2443

BOJOWE NAPISY

IMG_2444

TELEFON ? A GDZIE MAM K... DZWONIĆ?

IMG_2445

PUNKT PIELĘGNIARSKI

IMG_2446

ZAKAZANA W WIETNAMIE - ANTENA SATELITARNA

IMG_2449

LUDZIE W DRODZE

IMG_2450

WZGÓRZE KHE SANH

IMG_2451


Dochodzi 11. Dojeżdżam do Khe Sanh. Kiedyś miejsce jednej z największych potyczek w czasach wojny wietnamskiej (a właściwie II wojny indochińskiej). Dzisiaj miasteczko w pobliżu granicy z Laosem. Lokalne centrum przemytnicze środkowym Wietnamie. Nieco zapyziałe, droga w centrum jest mocno zniszczona i pokryta grubą warstwą pyłu. Okoliczne domy również są lekko poszarzałe, a przejeżdżające autobusy i ciężarówki wzbijają tumany szaro - brązowych drobinek. Koszmar.

IMG_2453

IMG_2454

IMG_2455

Objeżdżam miasteczko. Udaje mi się znaleźć interesujące mnie miejsce. Warsztat. Wymieniam olej, wymieniam polamane plastiki, naprawiam stacyjkę, prostuję obudowę silnika, trzeba również wyprostować felgi..

....rachunek ponad 300.000 VND.

IMG_2456

****

Słońce grzeje niemiłosiernie. Zajeżdżam do kafejki o ciekawie brzmiącej nazwie Bao Chau. Kawa, bułka i jajka sadzone. Trochę spóźnione, ale zawsze. Miła kelnerka o słusznym wyglądzie jak na Wietnamkę niechętnie - ale daje się sfotografować....


IMG_2464

IMG_2465

IMG_2458

IMG_2460

....po jedzeniu kwadransik na relax i trzeba jechać dalej!

niedziela, 17 sierpień 2008

GOPNIKI - MADE IN RUSSIA

Nic dodać, nic ująć - polecam tekst piosenki!


piątek, 15 sierpień 2008

RIKSZA z PASAŻEREM

IMG_6594

nadjeżdża rikszarz z kolegą wiozącym zwinięta w rulon planszę reklamową ...

IMG_6595

.... zdjęcie zrobione w zachodnim Sajgonie.

MISTRZOWIE TRANSPORTU - DZIAŁ OTWARTY

W każdym kraju jest coś wartego uwagi, coś specjalnego o czym można opowiadać i zrywać boki. Coś co widział każdy, kto pojawił się w danym kraju choćby na chwilę i to nie zależnie czy był turystycznie, biznesowo, jeden dzień czy jeden rok.

We Włoszech można zobaczyć dynamikę ludzkich zachowań, wybuchowość. W nNiemczech porządek, punktualność i ziejącą nudę. W Wietnamie jedną z takich rarytasów są motory i samochody, a raczej to co można nimi przewieźć. Mimo istniejących przepisów o ruchu drogowym, wietnamska rzeczywistość pokazuje kreatywność i niesamowitą pomysłowość Wietnamczyków. Dział bez dna - a więc lećmy!

n565681155_1074568_5538

Przeslane z Hanoi przez Pana Duca

Xe-may

i jeszcze jedno z Hanoi od Pana Duca

poniedziałek, 11 sierpień 2008

DIEN BIEN PHU KONTYNUACJA

DSC04961

DSC04933

DSC04932

CIMG0320

WSPOMNIENIA Z BITWY O DIEN BIEN PHU, KTÓRA ODBYŁA SIĘ W HA TAY :)

DSC04981 DSC04971

1234 DSC04980

DSC04983 DSC04993 DSC05010 DSC05021 DSC05017 DSC05023 DSC05018 DSC05022 DSC05019

piątek, 8 sierpień 2008

SZLAKIEM HO CHI MINH'a 6

Photograph 5

Droga ucieka z lasu, pojawia się przestrzeń. Droga jest równie kręta jak poprzednio, ciągle lawiruje z góry na dół. Jest pełno żwiru, błota, większych i mniejszych kamieni. Trudno skoncentrować uwagę na drodze, widoki z lewej strony zepierają dech w piersiach. Na horyzoncie rozciągają się góry porośnięte lasem, z którego punktowo wyglądają plantacje bananów, kawy, herbaty i Bóg jeszcze wie czego. Pomiędzy drogą, a pasmem górskim w tle płynie rzeka. Rozlewiska porośnięte są mniejszą, ale równie gęstą roślinnością. Pojedyncze pola ryżowe, domy, place i uprawy warzyw i owoców uzupełniają kolorową mozaikę.

IMG_2371

IMG_2372

IMG_2376

IMG_2373

IMG_2377

To już ostatnie zdjęcie na tym etapie podróży. Za chwilę wyłoni sie wieś - osady Long Son i Ben Duong. Domy, głównie drewniane położone są lużno wzdłuż drogi. W centrum kilka wolno stojących murowanych budynków: szkoła, koszary wojskowe, jakies budynki rządowe. Dalej znowu drewniane: warsztaty, sklepiki, punkty usługowe, małe manufaktury i wiele tych budynków w których coś się dzieje, ale mój wietnamski nie pozwala na rozszyfrowanie cóż może dziać się wewnątrz. Rozglądam się za jakimś miejscem do spania. Nic z tego. Trzeba jechać dalej.

Na jednym z zakrętów motor łapie poślizg. Niebezpiecznie podskakuje i całość trwa kilka sekund. Staram się wyprowadzić motor na prostą. Szybkie poderwanie przedniego koła. Maszyna wyrwana z poślizgu skacze po jezdni jak koń ugodzony pejczem. Przechyla sie w prawo, w lewo i kontynuuje poślizg. Straram się wychamować i skierować impet uderzenia na kierownicę. Zderzenie z aluminową bandą nie należy do przyjemnych. Leżę na jezdni z rozbitym motorem. Na szczęście nie zagiałem się na bandzie. Jestem na asfalcie, więc również nie przeleciałem na drugą stronę.

Do motoru podbiegają idący drogą wieśniacy. Bardzo energicznie starają się mi pomóc. Niestety niewiele rozumimem, trudno nawet określić czy język którym mówią jest wietnamskim. Raczej jest to jakiś lokalny dialekt.

Siedzę na drodze i badam co się stało. Motor jest rozbity i przyklejony do barierki. Ubranie wyszarpane i zdarte, ale napewno mam okulary i głowę w jednym kawałku. Nogi i ręce też są ok, czuję ból ale nie można powiedzieć, żeby było to coś poważnego. Kilka opuchlizn i otarć - opłaciły się treningi z upadania na motorze, które trenowałem z kolegami z akademika.

Zabieram się do zbierania motoru, nie jest najlepiej. Nie ma lusterek, rozbite światła, wygięta felga, rozbita deska rozdziecza, trochę pomniejszych uszkodzeń. Trzeba będzie wrócić do osady, którą minąłem i naprawić co się da. Już 18.00 więc czasu jest mało.

W warsztacie sensacja, mój przejazd został zauważony i napewno wywołał niezdrowe podniecenie, ale teraz to sensacja. Jestem w warsztacie. Staram się mówić łamaną wietnamszczyzną, ale co tu mówić - odrazu widać, że motor wymaga naprawy. Szef warsztatu wydaje kilka poleceń i trzech młodych chłopców zabiera sie do składania motoru. Prostują i naprawiają co się da. Wiele z tych napraw ma charakter prowizoryczny, ale powinno mi pozwolić na dojechanie do miasta Khe Sanh - a tam na bardziej gruntowną naprawę motoru.

Za 20 minut ruszam w drogę. Wymieniam uśmiechy i uściski dłoni z ekipą z warsztatu. Ruszam z gazem. Na zdjęcia nie ma czasu - trzeba jak najszybciej znaleźć miejsce noclegowe. Zmierzcha się, a droga wydaje się coraz gorsza. Przejeżdżam przez kolejne wsie - wszystkie domy są drewniane, a w nich kolorowo ubrani ludzie. Mniejszości etniczne - niedobry znak. Miejsc noclegowych nie będzie, a spanie w domu mniejszości etnicznej może nie być takie proste. Jak wytlumaczyć moją sytuację???

Nagle szlaban. Dosłownie, nie w przenośni. Drogę zamyka biało - czerwony szlaban. Pierwsza myśl - dojechałem do Polski! Ale nic z tego - obok szlabanu kręcą się len